Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma polami, za rzekami i lasami czyli na Wysokiej Górze zwanej Hejszowiną ( dzisiaj Szczelińcem ), w czasach kiedy leżała ona po drugiej stronie granicy ( a może już po naszej ), stało sobie schronisko ( i stoi do dzisiaj ).
Nie prowadziła do niego żadna droga dojazdowa tylko wąska ścieżka pomiędzy skałami z kamiennymi stopniami.
Góra w owych czasach była wielką atrakcją turystyczną na skalę prawie że światową. W sezonie odwiedzało ją mnóstwo ludzi ( jak na tamte czasy ).
Dziennie wydawano około 60 obiadów. Jednak produktów na obiad na Górze nie było, trzeba było dostarczać je z dołu.
Dwa razy dziennie, z mozołem dwie panie z Karłowa (teściowa z synową ) dźwigały na szczyt kosze z butlami wody.
W trudzie towarzyszył im osiołek z jukami zwany Klemensem.
Osiołek - jak to wśród osiołków bywa - charakterek miał nie lekki, humorzasty i bardzo ale to bardzo lubił słodycze.
Klemens z natury uparty ale inteligenty szybko wyczaił sposób na dodatkowe porcje ulubionych cukierków. Metoda była prosta - szedł pod górę dopóty, dopóki miał w pysku swoje łakocie. Kiedy skończył przeżuwać - stawał i żadna siła nie była w stanie ruszyć go z miejsca...
- oprócz kolejnego cukierka :-).
![]() |
| http://nancyloswald.blogspot.com/2013_04_01_archive.html |
Dla Klemensa szły takie porcje słodyczy, że ludzie się zastanawiali czy aby schronisko z jego powodu nie dopłaca do swojej działalności. Jakie były dalsze losy Klemensa tego już nie wiadomo.
Usłyszane, opowiedziane.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz