Szukaj na tym blogu

środa, 10 września 2014

Na północnym krańcu Gór :)

Hvezda - szczyt 674m n.p.m. w Czechach w Górach Stołowych w Broumowskich Ścianach.
 
Podjechaliśmy pod Hvezdę i od schroniska powędrowaliśmy niebieskim szlakiem.
 
 
Na górze znajduje się wybudowana w barokowym stylu kaplica Matki Boskiej Śnieżnej z 1733 roku. Jej kopuła zwieńczona jest złotą gwiazdą. Pierwotnie w tym miejscu stał drewniany krzyż z przymocowaną gwiazdą koloru złotego, który był punktem orientacyjnym dla wędrowców. Od niego wzięłą swoją nazwę góra.
 

Jeżeli gdzieś na szlaku znajdziecie stary, kamienny drogowskaz z wyrytą gwiazdą - to jest to właśnie kierunek na Hvezdę - kaplicę i schronisko z budowane w alpejskim stylu. Mieści się w nim restauracja i kilka pokoi ( można płacić złotówkami ). Czynne cały rok. 


Szlak niebieski zaczyna się już za schroniskiem. Rozpoczyna się tabliczką: wejście na własne ryzyko :).


Generalnie Góry Stołowe nie są najtrudniejszymi i najbardziej wymagającymi górami.


Ten szlak wymaga jednak dozy kondycji, uwagi i przede wszystkim obuwia ( klapki wykluczone! zresztą jak w każdych górach ;) ).
Dalej już więcej zdjęć niż tekstu. Szlak cudny. Po kliknięciu na fotkę powiększa się :)
















Na trasie często są miejsca widokowe. Rzadko oznaczone i niezabezpieczone. Widoki piękne - ale trzeba zachować ostrożność.












Tą wąską szczeliną biegnie szlak. Opcją jest przejście górą po blokach skalnych ze skokami przez szczeliny. 






Przez całą drogę możemy podziwiać fantastyczne formacje sklane.




Mały świat na dole.



 
I to ostatnia fotka ponieważ aparat odmówił posłuszeństwa i pojechał do naprawy. Mam nadzieję, że szybko się uwiną. Dalej na szlaku ostało jeszcze kilka ciekawych nieuwiecznionych miejsc. Może przy okazji kolejnej wędrówki uda się je dołożyc. Generalnie na tym szlaku nudzic sie nie można :).
 
 




sobota, 30 sierpnia 2014

Opowieść o Klemensie

Opowieść o Klemensie

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma polami, za rzekami i lasami czyli na Wysokiej Górze zwanej Hejszowiną ( dzisiaj Szczelińcem ), w czasach kiedy leżała ona po drugiej stronie granicy ( a może już po naszej ), stało sobie schronisko ( i stoi do dzisiaj ).


Nie prowadziła do niego żadna droga dojazdowa tylko wąska ścieżka pomiędzy skałami z kamiennymi stopniami.


Góra w owych czasach była wielką atrakcją turystyczną na skalę prawie że światową. W sezonie odwiedzało ją mnóstwo ludzi ( jak na tamte czasy ).


Dziennie wydawano około 60 obiadów. Jednak produktów na obiad na Górze nie było, trzeba było dostarczać je z dołu.
Dwa razy dziennie, z mozołem dwie panie z Karłowa (teściowa z synową ) dźwigały na szczyt kosze z butlami wody.


W trudzie towarzyszył im osiołek z jukami zwany Klemensem.


Osiołek - jak to wśród osiołków bywa - charakterek miał nie lekki, humorzasty i bardzo ale to bardzo lubił słodycze.


Klemens z natury uparty ale inteligenty szybko wyczaił sposób na dodatkowe porcje ulubionych cukierków. Metoda była prosta - szedł pod górę dopóty, dopóki miał w pysku swoje łakocie. Kiedy skończył przeżuwać - stawał i żadna siła nie była w stanie ruszyć go z miejsca...


- oprócz kolejnego cukierka :-).

http://nancyloswald.blogspot.com/2013_04_01_archive.html

Dla Klemensa szły takie porcje słodyczy, że ludzie się zastanawiali czy aby schronisko z jego powodu nie dopłaca do swojej działalności. Jakie były dalsze losy Klemensa tego już nie wiadomo.

Usłyszane, opowiedziane.